Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lifestyle. Pokaż wszystkie posty
TEEKANNE, THANK YOU COLLECTION KOLEKCJA AROMATYZOWANYCH HERBAT ZIELONYCH I BIAŁYCH ORAZ HERBATEK OWOCOWYCH

TEEKANNE, THANK YOU COLLECTION KOLEKCJA AROMATYZOWANYCH HERBAT ZIELONYCH I BIAŁYCH ORAZ HERBATEK OWOCOWYCH

Jestem ogromną fanką herbat – codziennie piję kilka kubków przeróżnych herbat – zielone, czarne, owocowe, a miętowe! Kocham herbaty. 
W jednym z ostatnich boxów od Pure Beauty znalazł się wyjątkowy produkt – zestaw 30 herbat z marki Teekanne w przepięknym prezentowym pudełeczku – jest to kolekcja thank you 

TEEKANNE, THANK YOU COLLECTION KOLEKCJA AROMATYZOWANYCH HERBAT ZIELONYCH I BIAŁYCH ORAZ HERBATEK OWOCOWYCH

Herbatki od Teekanne to idealny sposób i pomysł na prezent. Myślę że każdy miłośnik herbaty będzie zachwycony. Kolekcja herbatek thank you zawiera w sobie aż 30 torebek herbat. Znajdziemy tutaj, White tea citrus, Fresh Orange, Green Tea lemon, Zen Chai, Raspberry, Green Tea Pomegranate 
Każda z tych herbatek jest zapakowana w higieniczny sposób – opakowana w papierek idealnie nada się do podzielenia się z kimś, rozłożenia herbatek w dedykowanym herbacianym pojemniku, czy zabraniu ze sobą nawet do torebki. 
Każdy ze smaków jest unikatowy na swój sposób. Nuty smakowe są bardzo wyraźnie wyczuwalne a sama herbatka szybko się parzy 
Jestem zachwycona że taki produkt znalazł się w pudełku od Pure Beauty. To idealny prezent aby powiedzieć komuś dziękuję. Już niedługo dzień babci oraz dzień dziadka dlatego uważam że jest to idealny podarunek 
Koniecznie dajcie znać co sądzicie? Czy też jesteście takimi fanami herbat jak ja? 

Post powstał w ramach stałej współpracy z Pure Beauty
Teekanne zestaw aromatyzowanych herbatek owocowych love collection

Teekanne zestaw aromatyzowanych herbatek owocowych love collection

Dziś zapraszam was na nieco inną recenzję, bo nie kosmetyczną! W ostatnim pudełku od Pure Beauty bez 4U znalazłam zestaw herbatek od Teekanne. Jestem ogromną fanką herbat, dlatego ten produkt zasługuje na recenzję!


Teekanne zestaw aromatyzowanych herbatek owocowych love collection 

Herbatki Love Collection od Teekanne zamknięte są w kartonowym, eleganckim pudełeczku które idealnie nadaje się na prezent- jest niewielkie, a wszystkie są ułożone bardzo ładnie w swoich przegródkach. Sam zestaw przywodzi mi myśl o Walentynkach- idealnie nada się na prezent!

Love Collection zawiera 3 smaki herbat - Passion marakuja, Love granat oraz Love gruszka i figa
Nie przedłużając, one są przepyszne! 
Każdy owoc w kompozycji jest bardzo mocno wyczuwalny, a moim faworytem jest marakuja 


Herbatki bardzo szybko się parzą, są higienicznie zapakowane każda w osobny papierek, dzięki czemu możemy się podzielić ze swoimi gośćmi. Są aromatyzowane, a nuty są bardzo mocno wyczuwalne 

Muszę się wam przyznać, że na początku szkoda mi było je pić! Są tak pięknie zapakowane, że cieszyły moje oko. A teraz, cieszą nie tylko oko, ale również kubki smakowe!

Dajcie znać, co sądzicie oraz czy próbowaliście 

Post powstał w ramach współpracy z Pure Beauty
With Love- klimatyczny box od Pure Beauty

With Love- klimatyczny box od Pure Beauty

Walentynkowa edycja pudełka od Pure Beauty jak zwykle zaskoczyła mnie nie tylko ciekawą grafiką, ale i produktami- zdecydowana większość to dla mnie nowość. Zapraszam na openbox najnowszego pudełka With Love 
Zmiany które pozytywnie wpłynęły na moją pielęgnację

Zmiany które pozytywnie wpłynęły na moją pielęgnację

 


Moja pielęgnacja niby była dobrze dobrana, a jednak coś w niej było nie tak.  Przez bardzo bardzo długi czas nie wiedziałam czego potrzebuje moja cera! Dziś opowiem Wam o trzech drobnych zmianach po których zobaczyłam ogromną różnicę w pielęgnacji- być może i Wam te zmiany pomogą!

Police To Be  Sweet Girl & To Be Bad Guy- Perfumy dla par

Police To Be Sweet Girl & To Be Bad Guy- Perfumy dla par





Każdy z nas ma w swojej kosmetyczce jakieś perfumy, czy to kupione czy podarowane nam przez bliską osobę. To jak pachniemy wpływa na odbiór nas przez innych. Ja uwielbiam dostawać perfumy, bo lubię się po prostu zaskoczyć- gdy kupuję je sama nie potrafię się zdecydować. Ostatnio wraz z Mężem dostaliśmy do przetestowania perfumy Police w wersji To Be Sweet Girl oraz To Be Bad Guy.
All in packaging- Idealne rozwiązanie na wyjazdy i do domowych kosmetyków?

All in packaging- Idealne rozwiązanie na wyjazdy i do domowych kosmetyków?



Podczas ostatnich wyjazdów zaczęło męczyć mnie zabieranie ze sobą pełnowymiarowych produktów. O ile jeśli to była końcówka np. toniku to nie było problemu, tak jeśli trzeba było brać ze sobą duża, nową butlę płynu micelarnego to strasznie mnie to frustrowało. Nie bardzo miałam co do czego przelewać, rzadko zostawiam opakowania po kosmetykach "bo może kiedyś mi się to przyda", bo po prostu nie mam na to miejsca.

Moje BuJo w 2019 roku

Moje BuJo w 2019 roku



Na Nowy Rok nigdy nie jestem gotowa- wchodzi ni skąd ni zowąd, a ja czuję się zaskoczona jakbym nie znała daty wizyty. Z resztą nie ma co sie oszukiwać- każdego miesiąca spóźniam się z rozkładówką i tworzę ją w bieżącym miesiącu a nie w przód. No cóż, może w tym roku uda mi się ogarnąć i przemijający czas nie będzie dla mnie już taki zaskoczeniem. Tymczasem chcę Wam pokazać dziś jak zaczęłam 2019 roku w Bullet Journalu.

Prosta rozkładówka w Bullet Journal + tracker obecności

Prosta rozkładówka w Bullet Journal + tracker obecności


Pamiętam te czasy kiedy z zapartym tchem przeglądałam piękne okładki najróżniejszych kalendarzy, kupowałam wybrańca który następnie leżał na półce i pięknie wyglądał. Oczywiście, pierwszy miesiąc zawsze był "zaplanowany" jednak reszta zazwyczaj była totalnie pusta. Na koniec zawsze było mi szkoda zmarnowanych pieniędzy i zmarnowanej pięknej okładki. W efekcie pusty kalendarz lądował w koszu.
Recenzja "Jumanji- Przygoda w dżungli"

Recenzja "Jumanji- Przygoda w dżungli"



Czy istnieje osoba która nie znałaby, lub chociaż nie kojarzyłaby filmu "Jumanji" z '95? Ciężko byłoby mi w to uwierzyć, ale pewnie kilka osób by się znalazło. Dla mnie to klasyka dzieciństwa, zaraz obok "101 dalmatyńczyków".
Morderstwo w Orient Expressie- recenzja

Morderstwo w Orient Expressie- recenzja







Książki Agathy Christie były w moim domu od zawsze. Najpierw czytała je Mama, potem moja Siostra, a następnie ja. Dla mnie to totalna mistrzyni kryminały, morderstwa i oczywiście arszeniku. Obecnie posiadam całą kolekcję książek i często do nich wracam.
Gdy usłyszałam o ekranizacji początkowo się ucieszyłam a później przeraziłam- jeśli zna się dobrze książkę to bardzo łatwo rozczarować się filmem.


Thor:Ragnarok- Recenzja

Thor:Ragnarok- Recenzja




Kiedy usłyszałam że w kinach pojawi się nowa część Thora, wiedziałam że muszę ją zobaczyć i to koniecznie w kinie.
Po pierwsze uwielbiam fantasy filmy akcji, zwłaszcza te na podstawie komiksów, a po drugie uważam że takie filmy gdzie jest dużo efektów specjalnych, powinno się, a wręcz trzeba zobaczyć w kinie. Tradycyjnie odczekałam trochę od premiery żeby ominąć fale zalewającą kino i wybrałam się na ostatni wieczorny seans. Czy warto iść na kolejną cześć filmu o bogu piorunów? 
Znalazłeś swoja planetę? Recenzja "Planeta Singli"

Znalazłeś swoja planetę? Recenzja "Planeta Singli"





Jako że film "Planeta Singli" bije rekordy popularności, postanowiłam że i ja wybiorę się do kina. Jak już wiecie, bardzo lubię (i cenię!) polski filmy. Uważam że mamy na prawdę dobrych aktorów, a sztuka filmowa w naszym kraju, z każdym rokiem poprawia się. 

"Planeta Singli" jest filmem twórców "Listów do M". Druga część bardzo mi się podobała, o czym w sumie też już pisałam. Jedak- "Listy..." były bardzo rozreklamowane. Chyba nawet za bardzo. Za to "Planeta Singli" trochę mniej. A szkoda. Bo to na prawdę dobry film!

Wychodząc z kina pomyślałam "Kurcze! to było lepsze od tych całych "Listów do M! ""

Film opowiada historię Ani- nauczycielki muzyki, która zniechęcona doświadczeniami w sferze uczuciowej postanawia wziąć udział w programie Tomka gdzie wyśmiewają potencjalnych kandydatów Ani.  Dziewczyna umawia się na randki, opowiada o tym Tomkowi, a on na antenie za pomocą specjalnych lalek wyśmiewa to. W zamian za to, Ania ma dostać nowy fortepian na kółko muzyczne które prowadzi. 
Jak ona się umawia z tyloma facetami? Wszystko dzieje się za sprawą aplikacji randkowej na telefon (brzmi znajomo?) "Planeta Singli". Początkowo nieśmiała Ania wkręca się coraz bardziej w randkowanie na potrzeby programu. Sytuacja zmienia się gdy poznaje uroczego mężczyznę. Takiego Księcia z bajki na białym koniu, któremu nie można nic zarzucić, nie ma też jak go wyśmiać na antenie. 

Dodatkowo tocząca się historia w tle, bardzo przyciągnęła moją uwagę. Ola i Bogdan- Ona "Psycholożka włosów" którą wyrzucają z każdej pracy, On- Dyrektor szkoły. Małżeństwo niemalże idealne. Niestety dzięki zazdrosnej córce Bogdana zaczynają sie kłócić. Z efekcie nieporozumień umawiają się na randkę poprzez wspomnianą wyżej aplikację... ze sobą. 

Film jest na prawdę śmieszny! Nie ma wymuszonych scenek ani żartów na siłę. Wszystko jest na prawdę naturalne. Płakałam ze śmiechu momentami, na prawdę. 
Jedynie czego mi w filmie brakowało, to większa ilość scen Ani z Tomkiem.

"Planeta Singli" w zabawny sposób ukazuje nam z jakimi typami osób możemy się spotkać z internecie, oraz jakie niebezpieczeństwo to za sobą niesie. Idealnie odniesiona do szału związanego z Tinderem. Nie brakuje też klasycznego zwrotu akcji, gdzie wszyscy się kłócą, oraz Happy End'u.

Polecam ten film- ze względu na fabułę toczącą się za sprawą popularnej apki, ale też obsada aktorka jest na najwyższym poziomie. Agnieszka Więdłocha, Maciej Sztur, Weronika Książkiewicz, Tomasz Karolak, Piotr Głowacki to aktorzy którzy wznieśli się na wyżyny swojego aktorstwa, które za każdym razem jest coraz lepsze.

Reasumując. Świetny film, pełen inteligentnego poczucia humoru, do tego dobra obsada aktorska. Na końcu oczywiście czeka nas morał wypływający z opowieści. Na prawdę warto obejrzeć ten film! Jestem nim totalnie zauroczona, ponieważ nie spodziewałam się, ze będzie AŻ tak dobry! Przy najbliższej okazji obejrzę jeszcze raz.



Widzieliście już "Planetę Singli"? Co sądzicie? Dajcie znać w komentarzach!




Pis joł Aniołeczku
Karo
Walentynkowe zdrapki

Walentynkowe zdrapki





W poście o czekoladkach obiecałam Wam jeszcze jedno, szybkie DIY. Pokaże Wam jak zrobić szybkie zdrapki, które ucieszą Waszych bliskich. Przygotowałam też dla Was trzy gotowe grafiki, które wystarczy wydrukować i postępować zgodnie z tym tutorialem, a w ciągu 30 minut (max!) będziecie się cieszyć, a raczej Wasi bliscy, pięknym zdrapkami. 
No to do dzieła!


Zdrapkę możemy wykonać na dwa sposoby, oba pokażę w tym wpisie. 



Możecie ręcznie ozdobić zdrapkę, stworzyć własną grafikę, lub skorzystać z mojej (do wydrukowania na końcu wpisu).
Po wydrukowaniu należy je rozciąć. 
Jak do każdego DIY będziemy potrzebować nożyczek, taśmy klejącej, kredki woskowej, lakieru do paznokci i oczywiście bilecików zdrapki.




Kiedy już je porozcinamy, w wyznaczonych miejscach wpisujemy fanty które są do zgarnięcia.
Może to być kino, spacer, lub też jakiś miły gest jak np. śniadanie do łóżka.



Kiedy już uzupełniliśmy pomysłami zdrapkę, dochodzimy do dylematu. Możemy użyć kredki woskowej (białej koniecznie)  i pokryć nią jedynie wyznaczone pole zdrapki (kółko lub serduszko), W drugim przypadku pokrywamy całą zdrapkę taśmą klejącą. Dobrze jeśli jest to taka szeroka, wtedy wystarczą dwa paski i cała zdrapka pokryta. Drugi sposób jest szybszy 




Kiedy już pokryliśmy zdrapkę woskiem lub taśmą, czas na ostateczną warstwę czyli- lakier do paznokci. Jest niedrogi, każda kobieta go posiada, i dostępny we wszystkich kolorach jakie nam się zamarzą. Zamalowywujemy część pokrytą woskiem lub obszar zdrapki pokrytej taśmą (ale oczywiście nie całą). W przypadku srebra wystarczyły wie warstwy- biel potrzebowała czterech



Lakier schnie zadziwiająco szybko. Najczęściej wybieram opcję z taśmą, bo to na niej najszybciej schnie farba. Na wosku trzeba trochę czekać. Lubię też ten efekt gładkiej, błyszczącej tafli na karcie, dzięki taśmie go uzyskam.
Przy zdrapywaniu taśma schodzi nieco trudniej- paznokciem da radę, natomiast wosk schodzi bardzo bardzo szybko i to mi sie nie podoba, ponieważ zawsze się boję że lekkie uszkodzenie i juz widać co jest pod spodem.



A tak wyglądają gotowe zdrapki!







Jak Wam się podobają?
 Najlepiej je drukować na grubszym papierze- ja używam bloku technicznego.

Tutaj możecie je pobrać:

Z akcentem


Romantyczne


Zdrap mnie


Co sądzicie o takich zdrapkach? Co podarujecie najbliższym w ten szczególny dzień?

Dajcie znać!
Pis joł Aniołeczki
Karo
"Nienawistna ósemka" Ósmy film Quentina Tarantino- Receznja

"Nienawistna ósemka" Ósmy film Quentina Tarantino- Receznja




Długo zwlekałam z pójściem do kina na Tarantino. Pomijając że czas w styczniu nie był dla mnie łaskawy, to ja po prostu nie przepadam za premierami. Idę do kina oglądnąć spokojnie film na wypaśnym ekranie, w ciszy i spokoju. A zawsze trafi się KTOŚ. I ten Ktoś żre kanapki z pasztetem przeokropnie ciamkając, SMS-uje itd. Gorzej gdy Ktosi jest dwoje i akurat wypada dzień rutynowego badania migdałków współtowarzyszki.  Dlatego premiery filmowe staram się omijać, a czasem odczekuję bezpiecznie tydzień lub dwa by móc spokojnie obejrzeć film.

Filmy Quentina Tarantino są na tyle specyficzne i odbiegające od typowo wyświetlanych w kinie, że w tym przypadku obawiałam się również fali gimbazlajnych dzieciaków, którzy przy każdym przekleństwie, wypadającym cycku czy rozlewie krwi, chichotaliby z podniecenia. Każdy kto choć trochę zna Tarantino, wie że często żadnej z tych trzech rzeczy w jego filmie nie brakuje. 

Tak więc dopiero w niedzielę mogliśmy wybrać się na długo wyczekiwany przeze mnie film. 
Sala kinowa była bardziej pusta niż pełna co mi odpowiadało i tym razem nie trafił że żaden Ktosiek komu miałabym ochotę wbić w oko szpilkę. 
Przyznam się- nie przeczytałam żadnej recenzji, opinii czy nawet opisu, a trailer widziałam w zeszłym roku. Generalnie weszłam na salę kinową nie wiedząc nic o filmie- prócz tego że to trzygodzinny seans. 

Akcja w filmie nie toczy się zaskakująco szybko, ale gdy coś się zaczyna dziać to w momencie w którym najmniej się tego spodziewasz. 
Przepiękna sceneria filmu- zima, góry i zamieć śnieżna a do tego stara drewniana knajpa. No bosko.
Są przekleństwa, jest wylana beczka krwi. To jest podane w taki sposób, sposób nazwałabym to "Tarantinowski", że ktoś kto widział pozostałe siedem filmów nie będzie obrzydzony, zaskoczony czy zniesmaczony tym widokiem. 
Ja swoją przygodę zaczęłam od "Kill Bill" i do tej pory to mój ulubiony film. Wiecie, taki przy którym nakładam maseczkę na twarz, zapalam świece, pije wino i odpoczywam. Nikt nie obiecywał że będę normalna. 

"Nienawistna ósemka" to film w stylu tych pierwszych filmów Quentina. Gdzie nikt z nikim się nie cacka i nie oszczędza. Ani postaci w filmie ani widza. Generalnie przez cały film szamałam pop-corn, ale zdarzyły się dwie sceny na których musiałam go odstawić by nie podzielać losów bohaterów.
A właśnie- aktorzy. Jak zawsze dobrani idealnie do swoich ról. Brawurowo to odegrali i nie ma tu nic więcej do gadania.


"Nienawistna ósemka" to film dla prawdziwego fana filmów Quentina Tarantino. Akcja rozwija się w bardzo specyficzny sposób, ale trzyma w napięciu cały czas, nawet jeśli bohaterowie piją spokojnie kawę. Jest też dużo przemocy, a co za tym idzie krwi. Realistycznej przemocy i realistycznej krwi. Jeśli więc wybierasz się na ten film, ale nie znasz twórczości tego autora to koniecznie obejrzy jakiś jego film. Może być "Django" czy poczciwy "Kill Bill", ponieważ te filmy nie każdemu pasują. Je się kocha lub nienawidzi.
Wychodząc z kina, zadaliśmy sobie pytanie "o czym on właściwie był?". Zabawne prawda? Sposób w jaki przedstawiona jest sytuacja w "Pasmanterii Minnie" jest trochę niejasna. Nie do końca wszystko wiadomo od razu, nie wiadomo też o co w tym wszystkim chodzi, kto jest kim i dlaczego się tam znalazł. I to było na prawdę świetne! To zainicjowało dyskusję którą stoczyliśmy w drodze powrotnej. Film zainspirował do refleksji i przemyślenia jeszcze raz całej sytuacji.
Ósmy film Tarantino robi wrażenie- największe w kinie. Gdybym oglądała go w domu, myślę że nie byłoby tego napięcia. Gorszy obraz, dźwięk i brak magii kina. Jestem pewna, obejrzę go jeszcze nie raz, ale cieszę się, że pierwszy seans odbyłam w kinie.

Film godny uwagi- prawdziwy fan się nie zawiedzie. I to jest piękne- Tarantino wypracował swój własny, nieszablonowy styl, a z każdym nowym filmem zaskakuje jeszcze bardziej.


Byliście już na tym w kinie? Co sądzicie o twórczości Tarantino? Dajcie znać w komentarzach!

Pis joł Aniołeczki
Karo
Premiery stycznia na które czekam

Premiery stycznia na które czekam




Nowy rok, a co za tym idzie- pełno premier filmowych. Styczeń obrodził wyjątkowo, filmów wchodzących do kin jest na prawdę dużo. Ja czekam na kilka wybranych, a dziś pokaże Wam trzy na których mnie nie zabraknie! Pierwsza pozycja jest wyczekiwana przeze mnie już od dawna, natomiast dwie następne zaintrygowały mnie dopiero w grudniu.


1. "Nienawistna ósemka"- Ósmy film Quentina Tarantino. 
Premiera- 15 stycznia 



Tarantino albo się kocha, albo nienawidzi. Ja zdecydowanie należę do pierwszej grupy. Jego filmy rozpierdalają ekran!!! "Kill Bill "oglądam średnio raz w miesiącu- ot tak dla relaksu. Nienawidziłam westernów. Po prostu nie rozumiałam co w nich może być fajnego- do póki nie obejrzałam "Django".
"Nienawistna ósemka" to ósmy dowód na to że Quentin  jest najlepszy w tym co robi!  Jego filmy są po prostu inne, a przy tym przyciągające. Jestem podekscytowana, wprost nie mogę się doczekać premiery która już 15 stycznia w kinach. 



2. "Dziewczyna z portretu"
Premiera- 22 stycznia





Film poruszający mega ważną kwestię transseksualizmu. Skupiono się na psychice osoby transseksualnej, a nie na samej fizyczności co jest świetnym pomysłem. Dodatkowo świetna obsada aktorska i magiczny wręcz klimat tamtych lat. Historia Lily jest poruszająca i niezwykła.
Szczegółowo opisał to Janek w tekście "Czym jest transseksualizm"


3. "Las samobójców"
Premiera- 8 Stycznia




Ostatnia propozycja to horror. Dowiedziałam się o nim stosunkowo niedawno, ale urzekł mnie opisem. Zwiastun może nie powala na kolana i zalatuje lekko "The walking dead", ale potrafi zaciekawić i ma w sobie to "coś". 

Nie jestem pewna czy obejrzę go w pierwszym terminie, jednak prędzej czy później to zrobię. Fascynacja i ciekawość to złe określenia co do zjawiska samobójstw, nie mniej jednak interesuje mnie ta tematyka. Osławiony las Aokigahara w Japonii nie cieszy się popularnością szczęśliwych ludzi- niemalże każdy kto tam idzie popełnia samobójstwo. Ciekawostką do tego filmu jest to, że był kręcony dokładnie w tym lesie, a nie jakimś przypadkowym z powywieszanymi ciałami. 




To są moje trzy styczniowe premiery których wyczekuję. W kinach pojawia się również wiele innych filmów jak np. Sherlock Holmes (Ach dlaczego nie gra tam Robert Downey Jr.?!) oraz nasze rodzime filmy np. "Moje córki krowy". 


Na co chętnie wybierzecie się do kina? A może wolicie oglądać w domowym zaciszu? 
Paula Hawkins "Dziewczyna z pociągu"- hit czy kit? Recenzja

Paula Hawkins "Dziewczyna z pociągu"- hit czy kit? Recenzja




Odkąd tylko zrobiło się głośno o tej książce, widziałam że muszę ją przeczytać. Po pierwsze intrygowała mnie okładka. Patrząc na nią, wyobrażałam sobie jakąś straszną zbrodnie, mroczną dziewczynę i ten pociąg... stary i klimatyczny. Uwielbiam pociągi, może też i dlatego tak ciągnęło mnie do tej publikacji. Ten cytat Kinga i słowa "Nie znasz jej, ale ona zna Ciebie", były tak przyciągające, że przepadłam.


Gdy zaczynałam ją czytać nie wiedziałam o niej totalnie nic. Nie przeczytałam nawet opisu książki. 
Pierwsze rozdziały pochłaniałam jednym tchem. Czytałam ją do póki nie zasnęłam gdzieś późno w nocy, ale następnego dnia... wcale nie czułam tej iskry, że koniecznie muszę do niej wrócić. Ekscytacja nadchodziła gdy tylko zaczynałam ją czytać. Na przemian współczułam i nienawidziłam głównej bohaterki. Ku mojemu rozczarowaniu nie była ona jakąś tajemniczą dziewczyną z pociągu, nie było też jakiejś spektakularnej zbrodni. Z jednej strony przyjemny thriller, tajemnica, a z drugiej lekko irytująca bohaterka (przedstawiana jako żałosna alkoholiczka, znudzona życiem, nikomu niepotrzebna, jeżdżąca pociągiem w tę i z powrotem).  Muszę przyznać, że w połowie dopadł mnie lekki kryzys. Nic się nie działo, a tytułowa dziewczyna mnie już tak denerwowała, że chciałam jej dać po twarzy by się opamiętała. Jednak nie lubię zostawiać nieprzeczytanych książek i postanowiłam ją skończyć licząc że to ja skończę ją pierwsza, a nie ona mnie.
Uwielbiałam w tej książce podział na rozdziały imienne. Nie rozdział 1, 2, 3 itd. Ale rozdziały według bohaterów, bardziej w formie pamiętnika okraszonego datą, niż powieści. Fajne było też to, że czytelnik sam może dochodzić do sedna sprawy.
Nie wciągała mnie ona na tyle żeby nie móc się oderwać na kilka godzin czy dni, ale jednocześnie w mojej głowie ciągle tkwiła myśl "co dalej" i czułam że muszę ją skończyć.





Paula Hawkins stworzyła bardzo pouczający thriller. Pokazała że nikt nie jest idealny a większość to pozory. Udajemy przed sąsiadami, współlokatorami a nawet przed partnerami. Po co? Każdy ma jakiś cel. Pokazuje też, że często sami sobie tworzymy wyidealizowany obraz ludzi, a gdy ich poznajemy nadchodzi ogromne rozczarowanie.
Koleżanka stwierdziła że bardziej by rozumiała bohaterkę, gdyby się upijała. Może i miała trochę racji. Bohaterka mnie na prawdę irytowała! Może ktoś kto był w podobnej sytuacji alkoholowej jak ona, byłby w stanie bardziej ją rozumieć i mentalnie wspierać. Ja pomimo starań nie do końca rozumiałam jej poczynania. Dlaczego po raz kolejny się upiła skoro poprzednio skończyło się to tragicznie?!
"Dziewczyna z pociągu" zawiera w sobie tajemnicę, zagadkę której rozwiązania sami możemy dociekać. Zawiera też ogrom prawdy o nas samych i naszym najbliższym idealnym otoczeniu. Często wydaje się nam że nasze problemy nie dotykają innych ludzi, że nikt nigdy wcześniej tego nie przechodził, albo że nasi sąsiedzi mają wszystko czego w życiu pragnęli i muszą być szczęśliwi. Nie prawda. Tak na prawdę nie wiemy co czują najbliżsi, do póki ich nie poznamy od tej strony "problemowej".

Moim zdaniem, książka jest warta uwagi. Jest zdecydowanym hitem tej jesieni, lekkim i przyjemnym z którego jednocześnie możemy wyciągnąć jakieś wnioski. Mnie nie wciągała jakoś specjalnie, ale znam osobę która nie mogła sie oberwać i czytała ją nawet u fryzjera (pozdrawiam ;) ).

Na prawdę polecam ją na chłodne zimowe wieczory z towarzystwie gorącej czekolady i kocyka.

Ciekawi mnie, co sądzicie na jej temat? Koniecznie dajcie znać

Karo
Psia dupa czyli "Listy do M. 2"

Psia dupa czyli "Listy do M. 2"


Zdjęcie pochodzi z kampanii i sesji do filmu "Listy do M.2"


O drugiej części "Listów do M." już od kilku miesięcy było na prawdę głośno. Lubię polskie produkcje filmowe i staram się je doceniać, lubię też wielowątkowe filmy kręcone w klimacie świąt. Pierwsza część bardzo mi się spodobała, dlatego też wiedziałam, że obejrzę i drugą. Co prawda od premiery już jakiś czas minął a ja wybrałam się do kina dopiero teraz. Dlaczego? 
Ponieważ nie cierpię chodzić na premiery i w pierwszych dwóch tygodniach gdy seanse są oblegane. W nieco późniejszym terminie można skupić się na filmie a nie obmacującej się parze za, lub szeleszczącą wycieczką przed. 

Przechodząc do sedna. Nie będę opisywać o co chodzi w tej części, to możecie zrobić na filmwebie. Skupię się na krótkiej opinii i wrażeniach. 

W "Listach do M." zostały poruszone wątki, które pomimo swojego zakończenia ciekawiły widza, co będzie za kilka lat. Cieszę się że powstałą ta część, ponieważ wyjaśnia ona tę kwestię. Ponadto pojawiają się nowe wątki i nowi bohaterowie. Oczywiście niezwykle barwną postacią jest Mel grany przez Karolaka. Jedni go nienawidzą, drudzy kochają. Ja należę do tych drugich. Sama twarz tego aktora potrafi rozśmieszyć a co dopiero wypowiadane dialogi. Mel, jak przystało na Świętego Mikołaja, przeplata się przez każdy wątek. 

W filmie bardzo podobała mi się atmosfera. Z filmu czuć po prostu prawdziwe święta, i widz zostaje zasypany całą tą świątecznością. Tak tak, czuć ją bardziej niż w części pierwszej. 

Film w wielu momentach mnie rozbawiał, ale nie brakowało też momentów zastanowienia się, zadumy czy też smutku. To sprawiło, że nie jest to kolejna głupkowata polska produkcja z plejadą gwiazd na czele. Myślę że to jak ważne są święta dla bohaterów, przełożyć można na nasze życie. Film ten siłą rzeczy nasuwa nam pewne myśli, wnioski i wspomnienia. 

Reasumując- na prawdę świetny film, który warto oglądnąć na święta. Zarówno pierwszą jak i drugą część. "Listy do M" mają tylu fanów że za jakiś czas obie te części staną się nieodłącznym elementem świąt jak Kevin. 




Byliście? Oglądaliście? Co sądzicie o tym filmie? Dajcie znać!




Jak zrobić typografię?

Jak zrobić typografię?





Typografia jest genialnym sposobem na odmienienie wnętrza. Ostatnim czasem stała się bardzo modna, w sklepach jest pełno plakatów do kupienia, a w internecie aż roi się gotowców. Nie zawsze to co już zrobione, pasuje idealnie do naszego wnętrza. Co wtedy?
Przychodzę dziś do Was z poradnikiem jak stworzyć odpowiadający naszym wymaganiom plakat.



Jeśli mamy talent, stworzymy takie coś nawet w paincie. Da się, jednak będzie to bardzo praco i czasochłonne.

Canva- jest darmowym programem internetowym do tworzenia grafik. Posiada mnóstwo możliwości bezpłatnych. Znajdziemy tam również opcje płatne, jednak są one bardziej zaawansowane i niedrogie. Za cenę dolara zyskujemy świetne nakładki. Uważam ze nie zawsze trzeba płacić za nowe efekty, ponieważ z wersji darmowej można wycisnąć bardzo bardzo dużo.




Gdy już wiemy w czym tworzymy, musimy się zdecydować CO tworzymy. Pomysłów jest wiele. Można je czerpać z gotowych plakatów, ale też i z Pinteresta, Zszywki czy innych stron.

Gdy wiem co i gdzie, bierzemy się do działania




 W zależności od wybranego rodzaju plakatu ( a wybór jest całkiem spory), otrzymujemy propozycje układu.
Ja najbardziej lubię tworzyć na czystej karcie. Oczywiście można dodać własne tło, w opcji "uploads"
Pozostaje tylko fantazjować i tworzyć! To nic trudnego.

W opcji "serach" możemy wyszukać wiele ciekawych linii, ikon, obrazków a nawet zdjęć. Wystarczy się trochę pobawić.



Każdemu elementowi możemy nadać dowolny kolor, wielkość, tworzyć kopie czy odbicia lustrzane.

W tym programie możemy każdy element dostosować do swoich potrzeb czy zachcianek. Po skończonej pracy wystarczy pobrać na swój komputer stworzoną grafikę. Pozostaje tylko wydruk!


Typografia którą widzicie jest jedną z pierwszych które stworzyłam. W ostatnim czasie dosyć sporo ich powstało ponieważ mam wolną ścianę którą chcę zagospodarować właśnie ramami z takimi plakatami (nie większymi niż A4) oraz zdjęciami. Za jakiś czas na pewno wrzucę zdjęcie na Instagram.

Jak podoba się Wam dzisiejszy pomysł na typografię? Tworzycie swoje własne?




Nie bądź ekshibicjonistą!

Nie bądź ekshibicjonistą!




Powszechnie wiemy, że ekshibicjonista to osobna nadmiernie obnażająca się w miejscach w których nie powinna. Czy obnażać można się w tylko tak wiadomy sposób? Otóż to nie!
Nigdy nad tym się nie zastanawiałam, po prostu mnie to śmieszyło.


Jednak kiedy coraz częściej moi znajomi zaczęli obnażać się w tak znaczący sposób na Facebooku czy Instagramie zaczęłam myśleć że to albo ze mną jest coś nie tak albo z nimi.
Później trafiłam na genialną stronkę Fejsbukowy Ekshibicjonizm i się w niej zatraciłam. Przeglądając pokaźną galerię (serio jest w czym wybierać) trafiłam i na ekshibicjonistów i na tych którzy ich wyśmiewali.

Najpierw była nasza-klasa. Portal do spotkań po latach. Kiedy nastolatki zrobiły z tego kolejną "sex-fotkę" reszta przerzuciła się na fb. I tak jest do tej pory. Znam kilka osób które nie mają i nie zamierzają mieć profilu na tym portalu. Znam za to masę ludzi dla których to jest nieodłączną częścią życia. Gdy pada internet i nie mogą napisać o tym, że padł im internet to jest panika i trzeba odprawiać gorsze i poważniejsze egzorcyzmy niż w "Obecności".

Pisanie o WSZYSTKIM na swojej tablicy to jest jak obnażanie się na ulicy. Są posty o zdradach, długach, seksach (udanych i tych mniej udanych), o dzieciach, miłościach, zawodach, kupkach, siuśkach, wyprawach do spożywczego po podpaski. Można by wymieniać jeszcze długo. Im dłuższa lista tym sensu mniej.
Starałam sie zrozumieć falę karniaków która już przeminęła, ale TO mnie przerosło. Nie widzę potrzeby obwieszczania światu o kupce dziecka, czy też (o zgrozo!) wrzucania zdjęć dzieci z kąpieli czy też z nocnika. Za kilka lat to dziecko podrośnie i to zobaczy a ja nie jestem w stanie zrozumieć jak się będzie czuć.
Pisanie o każdej wykonanej czynności, o każdym wydarzeniu jest wprowadzeniem setki tysięcy ludzi do życia. Do intymności. Facebook nie jest internetowym pamiętnikiem gdzie się zapisuje wydarzenia, zdjęcia itd. To miejsce do którego niemalże każdy ma dostęp a obnażanie się z wszelkich tajemnic, spraw osobistych czy intymności jest dla mnie niezrozumiałe. Pewnie nigdy tego nie pojmę. Owszem, są sytuacje o których się pisze. Są wydarzenia i zdjęcia które się dodaje. Ale fajnie gdy jest to dobrane z rozmysłem.


W internecie rządzi zasada "co raz wrzucone do internetu już nigdy z niego nie wyjdzie" i proszę, pamiętaj o tym gdy będziesz wrzucać zdjęcia swojego dziecka z kąpieli. Pomyśl o tym jak się będzie czuć za kilka lat gdy to zobaczy. Już nie wspominając o psycholach którzy wykorzystują takie zdjęcia.
Pomyśl gdy będziesz bluzgać na byłą, być może za kilka lat zobaczy to Twoja przyszła żona (lub niedoszła żona po tym co zobaczy).
Pomyśl, ponieważ pracodawcy bardzo często sprawdzają profile społecznościowe po rozmowach kwalifikacyjnych. Chcesz by potencjalny szef, w dużej korporacji zobaczył jak rzucasz kurwami do chłopaka? Lub by zobaczył prawie nagie zdjęcia z Misiaczkiem tuż po? Nie sądzę by dla trochę fejmu wśród znajomych było warto zaprzepaścić szansę na świetne znajomości czy dobrze płatną pracę marzeń.


A Wy co o tym myślicie? Podzielcie się w komentarzach swoimi przemyśleniami


Karo

Copyright © 2014 Beauty Lover , Blogger